Kliknij timestamp → odtwarzacz przewinie do tego momentu
⚠ Transkrypcja automatyczna może zawierać błędy — zawsze sprawdzaj oryginalny fragment w nagraniu.
Już jestem, szybko, druga część tej audycji, która była poprzednią, dzisiaj skupię się, ja tu jestem na zdjęciu z Andrzejem Leperem,
tu jestem na zdjęciu z państwem Kaczyńskimi, a tu jest siostra, którą odnalazłem.
Siostra zakonna, którą skazałem Bolsztynie, ja ją czułem dłuższy czas.
Czułem ją w dość przenikliwy sposób, ale to nie było nic złego.
Nic obciążającego, to było właśnie coś bardzo pozytywnego.
Z takim dobrem mi się to kojarzyło.
Było to sporo lat temu, bo tam wszystko ma miejsce w roku 2011.
I ja tam znalazłem wtedy dwa ciała.
Ciało siostry, o której mówię.
I ciało...
Ciało młodego chłopaka, dwudziestokilkuletniego.
Obydwie osoby były utopione w rzece Łyna w Bolsztynie.
Nie chcę trochę z głowy opisywać tego przypadku, bo ja już opisywałem to.
Chcę tylko powiedzieć, że czułem obecność siostry po jej znalezieniu jakiś czas.
Dłuższy.
Dłuższy, chyba najdłuższy czas miałem właśnie takiego kontaktu.
Dwa takie kontakty.
Brutalnie zamordowana Ewa Serafin z Krosna-Łodrzańskiego.
No i tutaj miałem właśnie siostra.
Siostra bodajże Maria Uberman, tak?
Tak.
Czułem ją.
Ale też miałem takie zdarzenie.
Kiedy zostałem zaproszony do Olsztyna.
Przez jakąś nowo powstała, powstała jakaś nowa gazeta.
Czy miała powstać jakoś.
Byłem tam zaproszony, miałem mieć spotkanie z mieszkańcami Olsztyna.
Ale przy tej okazji też zaproszono mnie na wywiad radiowy i telewizyjny.
Tam obok siebie jest radio i telewizja Olsztyn.
Właśnie przy ulicy Radiowej.
Tam właśnie.
W tej ulicy znalazłem zwłoki tego chłopca.
I do mojej żony mówię tak.
Kasia, chciałbym jeszcze tą Arteryjską zobaczyć.
To jest mała ślepa uliczka.
Ale no nie będzie już czasu tam podjechać.
Tam gdzie wskazałem zwłoki siostry.
No i późnym popołudniem, kiedy już wracaliśmy potem wszystkim do domu.
Ja nastawiłem nawigację jeszcze w Olsztynie na Toruń.
A była prosta droga.
Jechałem przez ten Olsztyn.
Nagle nawigacja pokazuje skręć w prawo.
Było to dla mnie dziwne, bo to była trasa na Toruń z Olsztyna.
Więc dlaczego mam skręcić w prawo?
Jeszcze w mieście.
Odruchowo.
Ale pokazuje nawigacja i ja skręciłem w prawo.
I tak mi od razu było niepewnie.
Bo ta uliczka szła w dół.
Takie dość wysokie stare domy.
Kilkupiętrowe były.
Potem jeszcze tak zawijała łukiem.
Schodziła jeszcze bardziej w dół.
I znak T.
Czyli końca drogi.
Droga ślepa.
I ja mówię. Boże.
Gdzie nas to zaprowadziło?
Trochę zły.
Że moja nawigacja zwariowała.
A drodzy Państwo.
Jakiś piesek na ulicy komuś tam szczeka.
To chyba się uspokoi.
I drodzy Państwo.
Kiedy z trudnością musiałem wycofać.
I wrócić po prostu.
Moja żona mówi.
Z takimi przerażonymi oczyma.
Mówi.
Zobacz jaka tu jest nazwa ulicy.
Ja patrzę.
A tam na ścianie pewnego muru.
Pisze ulica Artyleryjska.
Wtedy pomyślałem.
Siostra.
Ja wiem.
Że to może wydać się Państwu śmieszne.
Ale to siostra.
Moim zdaniem.
Pokierowała.
Dała impuls do nawigacji.
Żebym ja tam skadził w prawo.
I podjechał w to miejsce.
Naprawdę.
Miałem takie zdarzenie.
I bardzo pokorny jestem do takich znaków.
Siostra tu mi wyraźny znak dała.
Dotarłem w miejsce.
Zresztą.
Tam był obiekt szkoły pewnej.
Właśnie przy tym obiekcie szkoły.
I tam się już kończył droga ta.
Ślepa ulica.
I tam blisko tej szkoły właśnie.
Znaleziono zwłoki.
Nie skupię się.
Nie wiem.
Czy cokolwiek poczuję.
Ale się skupię.
Drodzy Państwo.
Ja powtarzam.
Ja bardzo poważnie podchodzę do tych wizji.
Do tych poczuć.
Zapewne.
Jak jesteście na moim kanale.
To znacie moją stronę internetową.
Zapoznaliście się.
Z bogatą dokumentacją.
Poważnych spraw, które wykonałem.
I ja podchodzę do każdej z tych wizji.
Być może tu abstrakcją.
Jest jakąś abstrakcją.
Ale bardzo odpowiedzialnie i poważnie.
Dlaczego to zastrzegam?
Dlatego, że pierwsze poczucie.
Że ona mówi.
Beatka, Beatka.
Mała Beatka.
Mówi o dziecku.
Jakby opiekuje się małą Beatką.
Małym dzieckiem.
Albo pilnuje małego dziecka.
Nic więcej mi się nie kojarzy.
Ja się na temat katastrofy smoleńskiej.
Wypowiadałem parokrotnie.
Miałem tu w mieszkaniu.
Rzeczy.
Jednego z pasażerów.
W tamtym pokoju.
Na stole.
Dotykałem tych rzeczy.
Skupiałem się na nich.
Wtedy miałem tą wizję taką, że.
Że skojarzyło mi się.
Iż ogólnie jest cisza.
Osoba, do której należały te rzeczy.
Drzemała.
Niczego się nie spodziewając.
Była gazeta zmienięta.
Taki rulonik obok.
Jak siedział obok niego.
I nagle taki.
Metaliczny dźwięk.
I właściwie.
Już nic więcej.
To tak bardzo pokrótce opowiedziałem.
To co wtedy poczułem.
Ale do ostatniej chwili spokój.
Nic się tam.
Gdzie ten pasażer siedział.
On siedział bardziej z tyłu.
Samolotu.
Nic się nie stało.
Przedtem.
Ja nie chcę się skupiać na temat.
Co się stało.
Może jakiś impuls dostanę.
Myśmy się znaleźli w różnokolorowej mgle.
Pani Kaczyńska.
Wszyscy byliśmy zdziwieni.
I każdy.
Ruszał się biegał.
Jakby był obłąkany.
Wydawało się nam.
Że mamy ciała.
Że nagle jakaś magia się stała.
I jesteśmy wszyscy.
W bardzo kolorowej mgle.
W różnych kolorach ta mgła.
Gdy.
Mgła zaczęła opadać.
A wszyscy się bardziej uspokoili.
Ja dojrzałam łąkę.
Pełno kwiatów.
Stałam zdumiona.
Widziałam siebie.
Ubraną.
Tak jak byłam ubrana.
Jakbym miała ciało.
W ogóle się nic nie zmieniło.
Ze mną.
Oprócz pejzażu w którym się znaleźliśmy.
I zrozumiałam że się rozbiliśmy.
Ale w ogóle tego nie widziałam.
Nasze stroje w ogóle nie pasowały.
Do miejsca w którym się znaleźliśmy.
Piękna łąka z kwiatami.
Nie staliśmy razem.
Porozchodzili się.
Każdy chyba myślał to samo.
Gdy nastała świadomość.
Że jesteśmy.
W innym świecie.
Podeszły do nas istoty jak smugi.
Jasne.
Nie mówiły.
Wyglądały jakby były.
Całością.
Ale nie miały oczu.
Buzi.
Ale były istotami.
Było ich kilka.
Pomału realność mojego ubioru zanikała.
Czułam nadal swoje ciało.
Realność ubioru zanikała.
Nie wiedziałem co zrobić.
Gdzie iść.
On siedział.
A ja stałam.
Siedział na łące.
To był czas zrozumienia.
Zmysły dawały nam złudę.
Naszego odzienia.
I naszych ciał.
Ale to zanikało.
Poczułam się młodsza.
Zwinniejsza.
Przestali mnie interesować inni.
Którzy się rozeszli.
Wcale się nad tym nie zastanawiałam.
Te smukłe.
Jasne istoty odeszły.
I zobaczyłam w oddali.
Takie smugi.
Na początku wydawało mi się.
Że to są smugi jakieś.
Światła.
A to było przejście.
Wiedziałem, że to jest przejście.
Znalazłam się blisko niego.
Przejście jest bardzo przyjemne.
Poczyszcza.
Uwalnia.
Zyskujesz młodość.
Ale myśli masz ciągle te same.
Bardziej spokojne.
Przechodzisz przez te światła.
Długo to nie trwa.
I z góry widzisz świat.
Przepiękny świat.
Już nie musisz do niego iść.
Tam się możesz przybliżyć.
Lub polecieć.
To jest doskonałe uczucie.
Wszystko to co było.
Zobojętniało mi.
Przestało mieć znaczenie.
I wagę.
Z góry to widziałem.
I to było miasto.
Podobne jak na ziemi.
Wtedy zrozumiałem, że wracam.
W miejsce, które znam.
Rozpoznawałem niektórych ludzi.
Ale nie są to ludzie z ziemi.
Trwasz tam.
I wybierasz sobie
postać
ze swoich wcieleń.
Ta, która ci najbardziej odpowiadała.
Możesz tą postać sobie zmienić.
Jesteś energią.
Ale lepiej czujemy się w postaci.
Ja mam swoją postać z Paryża.
Z innego czasu.
Postać bardzo inteligentnej.
Niezależnej kobiety.
Odważnej.
Moja ulubiona postać.
Ziemia jest pracownią.
A tu nasz dom.
Gdzie miesza się fantazja.
Z jeszcze większą fantazją.
Nie wiem, czy to jest prawdziwe.
Ale mi się zdarzało wiele razy.
Ze zdjęcia.
Po chwilce skupienia.
Poczuć.
Pana lepera znałem osobiście.
Przez wiele lat.
Człowiek prywatny.
To był zupełnie inny.
Prywatnie.
To był to grzeczny.
Bardzo czuły.
Trostliwy nawet taki człowiek.
Wrażliwy.
Przed kamerą.
Jak go widziałem w telewizji.
To myślałem, że to jest jakiś drugi leper.
Na mnie nie ulega wątpliwości.
Że pan leper.
Nie popełnił samobójstwa.
Absolutnie.
Uważam, że nie.
Zdanie nie zmienię.
Pan leper.
Oj miałem tutaj tych przygód.
Z panem leperem.
Pamiętam.
A to też opowiadałem państwu.
Byliśmy umówieni.
Na pobliskim CPN-ie.
Tam jest restauracja.
Około Człuchowa.
On uważał, że u mnie w domu są podsłuchy.
Więc on.
Jako tam już wytrawny polityk.
Bał się do mnie przyjechać.
Osobiście do mieszkania.
Bo mówi panie Raskowski.
To o co będziemy rozmawiać.
Służby słuchały.
No i się zawsze umawialiśmy.
W jakimś miejscu publicznym.
Byliśmy umówieni w konkretny dzień.
Jakieś w tygodniu.
Lekko godziny popołudniowe.
Ktoś go wiózł.
Z Warszawy do domu.
Tam gdzie on mieszkał.
I w Człuchowie na tym CPN-ie się zatrzymał.
Tam sobie zamówił obiad.
Ja miałem tam dojechać.
Porozmawiać z nim.
No i wsiadłem w samochód.
Jadę.
I tą ulicą przy której mieszkam jadę.
Tylko wtedy mieszkałem w bloku.
Przy ulicy Długosza.
A teraz tutaj.
W tej gawienicy.
I jadę drodzy państwo.
I co się dzieje.
Kiedy jadę widzę, że.
Na krawężniku.
Między chodnikiem a jezdnią.
Tyłem do jezdni stoi mężczyzna.
Szczupły mężczyzna.
W jakiejś czapce z deszkiem.
Dziwnie stoi.
Zwracałem na niego uwagę jadąc.
Ale sobie myślę.
Może tam stał blok.
Zaraz obok tego chodnika.
Na tym krawężniku stał.
Który graniczy między chodnikiem.
A jezdnią.
I drodzy państwo.
W momencie jak on.
Jak ja byłem na jego wysokości.
No może.
Tak mniej więcej na jego wysokości.
On zaczął lecieć.
Tylko jeszcze przodem.
Z przodu widziałem jak on.
Bezwolnie leci na jezdnię.
Tyłem, plecami leci na jezdnię.
Tylko usłyszałem łup.
W mój samochód.
Nie wiem jak ja zahamowałem ten samochód.
To był szok.
Ja chyba.
Puściłem sprzęgło.
Nie wiem co ja zrobiłem.
Bo mi stanął w miejscu ten samochód.
Nie jechałem szybko.
45-50 na godzinę.
Jak w mieście się jedzie.
Z tych nerwów.
Nie mogłem odpiąć pasa.
Tam ludzie się zaczęli zbiegać.
Odpiąłem w końcu ten pas.
Wyszedłem z samochodu.
I kobieta z chłopczykiem.
Krzyczy Boże zabił człowieka.
Ja byłem sparaliżowany.
Jak usłyszałem, że ta kobieta.
Byłem pewny, że.
Nie wiem, że on upadł.
I ja mu kołem zmierzyłem głowę.
Bo ta głowa była gdzieś na wysokości.
Kół mojego samochodu.
Gdy pamiętam to była Skoda Octavia.
Czarna.
No.
Cały roztrzęsiony.
Dobiegłem i widzę krew.
Widzę krew.
Na głowie u tego człowieka krew.
I powiem szczerze.
Nie umiałem patrzeć.
Ja odeszłem. Tam ludzie.
Ale widać było, że.
Żyje.
Ale tu cała skóra.
To jest krew tu była.
To się wszystko działo bardzo blisko szpitala.
Wręcz.
Dwadzieścia metrów od szpitala.
Ten wypadek miał miejsce.
Więc ktoś wezwał karetkę.
Która właściwie natychmiast przyjechała.
I jeszcze.
Przyszedł przed policją.
No i karetka go wzięła.
Nie wiedziałem co mu jest.
Okazywał, że żyje.
Ale.
Ta krew na głowie mnie bardzo zaniepokoiła.
Kiedy się trochę uspokoiłem.
Kiedy przyjechała policja.
Kiedy wszystko opowiedziałem.
Nie kazano mi tego samochodu ruszać.
Miał stać gdzie stoi.
Wzięli mnie do radiowozu.
Podstawowe czynności z nim wykonali.
I pan policjant mówi.
Wie pan co.
Musi pan stać tak jak pan stoi.
Bo za chwilę będziemy mieli informacje od lekarza.
W jakim stanie jest ten człowiek.
Ponieważ od tego zależy.
Czy przyjedzie tu na oględziny prokurator.
Czy nie.
No i tak siedziałem w tym radiowozie.
Chyba dobry kwadrat.
A może i więcej.
Do pół godziny.
Ludzi coraz więcej.
Wokół mojego samochodu.
I tego radiowozu.
Ruch wstrzymany.
No dobrze.
I dzwoni leper.
Panie Krzysztofie miał pan być.
Czekam na pana.
Ja mówię panie leper miałem wypadek.
Gdzie w jakim miejscu.
A no tu i tu.
No i powiedziałem mu w jakim miejscu.
Że blisko weterynarii w Czuchowie.
No i on.
No teraz będę.
Ludzi było już dużo.
W tym miejscu.
Ja siedziałem w tym radiowozie.
A po kilku minutach.
Bo to było przecież blisko.
Gdzie leper tam czekał na mnie.
Leper w towarzystwie jakiegoś mężczyzny.
Szedł.
Bo ja mówię mu że w radiowozie siedzę.
Czyli on szedł przez ten tłum do radiowozu.
Przez tą grupę ludzi.
Gapiów.
I ludzie zaczęli myśleć.
Że to jest jakaś blokada.
I się pytali co to za blokada.
A leper mówił że to nie blokada to wypadek.
Po chwili.
Policja dostała telefon.
I że to jest tylko naskórek zdarty.
No i.
Potem jak zacząłem z policjantami oglądać samochód.
To on w oponę.
On uderzył mi w oponę.
I opona go trochę oskarpowała tego człowieka.
Ten człowiek był nietrzeźwy.
Zresztą to był alkoholik.
Niestety już ten człowiek nie żyje.
Zmarł.
Ale to teraz niedawno zmarł.
A to przed laty ta sytuacja miała miejsce.
I.
Mało tego znałem go.
I nawet do podstawówki z nim do jednej klasy chodziłem.
Tylko wtedy.
Jak był ten wypadek to go nie poznałem.
Nie.
Nie pomyślałem że to jest on.
Bałem się tam patrzeć.
Oczywiście wina była.
Jego.
Ponieważ był nietrzeźwy.
Stał.
I on bezwolnie spadł na jezdnię.
W ostatniej sekundzie.
Ja nie miałem prawa manewru.
Taką historię miałem właśnie z leperem.
A potem.
Ktoś go pozbawił życia.
Ale ja nie w tej kwestii.
Ja spróbuję poczuć lepera.
Jak lepera.
Przychodził.