Kliknij timestamp → odtwarzacz przewinie do tego momentu
⚠ Transkrypcja automatyczna może zawierać błędy — zawsze sprawdzaj oryginalny fragment w nagraniu.
Dobry wieczór Państwu, jestem, zanim, zanim zacznie się dzisiejsza audycja, już na pewno na żywo, ostatnie dwie nie były w pełni na żywo, dlatego, że, dlatego, że nie było mnie na miejscu, zaraz wszystko wyjaśnię,
Patryk, hej, jako pierwszy, Koko, Koko11, hello, Bartolini, witam, Wróżka, Papuszka, hej, Zdzisław, Chromiak, witam, Upackany, cześć, szczęść Boże, przepraszam, Izabela, hej, Wojtas, Lajbalich, witam,
Iza, Ania, Kossowska, Inka,
Art, Kowal, Kowalowie, witam, witam wszystkich Państwa, to jest Bespoł, nie było mnie cały tydzień, od czwartku do czwartku, byłem poza granicami kraju, byłem na urlopie, pogoda dopisała, bo w Polsce pogoda ma i nie dopisuje, jak widzimy, przynajmniej tu na Pomorzu, ale z tego co wiem, to chyba w całej Polsce jest chłodno, niestety,
niestety,
za bardzo przypomina to wiosnę, ja byłem na tydzień czasu w Tunezji, bardzo różne wrażenia, chcę dzisiaj odpowiadać na Wasze pytania, więc nie chcę opowiadać o Tunezji, poza to mam bardzo ciekawą rzecz, którą będę chciał Wam pokazać, dzięki pewnemu widzowi z kanału, pokażę Wam zaraz coś ciekawego, historycznego,
chcę powiedzieć a propos tej Tunezji, powiem Państwu, że ja mam lęk wysokości, ale mimo tego, nie wiedzieć czemu, odważyłem się na takim dziwnym spadochronie polecieć sam w powietrze, mniej więcej 40-60 metrów nad ziemią,
pokażę Wam tak szybciutko,
pokażę Wam tak szybciutko, jeżeli mogę, jeżeli nie nadużyję tu Waszej cierpliwości, krótki filmik z tego, jak tam, ale nie wiem, czy ja to teraz będę umiał, a jest, jest, jest, jest, ja ciężko przestraszony byłem w tym, no, ale się zdecydowałem i bałem się bardzo,
o, zobaczcie,
ja tam w pasach, krzyczę help, poszło, to było napędzane na linię przez motorówkę, bardzo wysoko się uniosłem, to jest sam początek, lot trwał mniej więcej 10 minut, ale strach był duży, zobaczcie, Jackowski poleciał, mimo choroby lęku wysokości, mam go duży, byłem przerażony,
cały czas mi się wydawało, że z tych pasów, w których jestem, się wyślizgnę, spadnę, ale poleciałem, lot trwał 10 minut i, a, tak się to wznosiło, już zaraz się filmik kończy, bo to tylko jest start, potem to znacznie wyżej mnie pociągnęło, ale mówię, to jest wysokość między 40-60 metrów w górze, 60 metrów na pewno był taki moment, kilku minut, że byłem na takiej wysokości,
tak, no, odważyłem się, jeszcze powiem tylko jedną rzecz, szanowni moi przyjaciele, że, kiedy byłem w Tonezji, pojechałem tam na wycieczkę, byłem w miejscu, gdzie kręcono wiele scen z Gladiatora,
to jest taki obiekt, który,
zapomniałem, by leciał mi teraz z głowy, no, tam kręcono w każdym bądź razie film Gladiator, ale będąc w Tonezji i patrząc na infrastrukturę, na, niestety, poza hotelem, na spore nawet bałagan, gdzieś w obrzeżach miast, w miastach, to powiem wam, że po prostu,
żyjemy w bardzo czystym kraju, tylko tyle chcę powiedzieć, dobrze, Czesław Malinowski napisał, kozacko trzeba spełnić marzenia, a nie do końca życia rozkopywać łóżko, że się czegoś nie zrobiło, tak, tak, tak, tak, trzeba brać wyzwanie, oczywiście z dużym umiarkowaniem, ale trzeba to robić,
aktualnie w tym momencie trwa debata,
drugiej tury prezydenckiej
i panowie
dwaj kandydaci,
niestety się znów ścierają,
lecą na starte argumenty,
czyli mieszkania i inne tam
kwestie jeden drugiemu,
nagrzeszone z tymi mieszkaniami ma jeden i drugi, ponieważ
o Nawrockim każdy wie, co,
a przecież
pan ten drugi Trzaskowski,
no przy pani
Hannie Grunkewicz-Waltz też tam jakieś dziwne historie wyprawiali
z mieszkaniami w Warszawie
i kamienicami,
tak, że mają sobie
dużo do pogadania,
to nie są moi kandydaci, ani jeden, ani drugi,
moim kandydatem był
pan Braun, nie będę tego ukrywał,
dlatego, że,
mówię jak jest,
nie przejmuję się obecną sytuacją
prezydencką, ponieważ, mówię, to już nie są moi
kandydaci i traktuję to bezemocjonalnie, zresztą wojna
lewa, prawa, prawa, lewa
od dawna mnie nie interesuje, ja jestem wyalienowany z tej wojny,
więc nie ma o czym gadać,
naród polski wybrał między
jednym złem, a drugim złem, więc
ja się autuję z tego
i szkoda marszczyć czoło, żeby się zastanawiać nad tymi panami, oczywiście
krótko przed wyborami postaram się skupić i powiedzieć
kto
z tych panów, w mojej ocenie, w moim poczuciu
przejdzie,
przejdzie jako prezydent.
Kącik Wodnika, pytanie mnie,
co jest mniejsze zło, czyli
która strona prawa, czy lewa?
A, ha, ha, ha, ha,
chyba
bez znaczenia,
natomiast
jeżeli wybierzemy
prawą stronę,
to rząd Tuska może się posypać,
koalicja,
jeżeli wybierzemy lewą stronę,
hmm,
wówczas oddajemy
w obecną koalicję
pełną władzę
w Polsce, bo będą mieli
też swojego prezydenta, to
że ten pan mówi, że będzie niezależny,
że, no to tak,
niezależny.
Dzisiaj
ktoś mi
zrobił nieprawdopodobną niespodziankę,
pewien pan,
chociaż mu powiem z imienia,
tu jest list od tego pana,
pokażę wam coś niezwykłego,
hmm, aby nie,
nie było to
w jakiś sposób prorocze,
nie ma tutaj listu,
o, jest, pan Kamil,
pan Kamil
przysłał mi
Kalinowa,
Kalinowa, Kalinowo
miejscowość,
przysłał mi gazetę,
ale słuchajcie,
ta gazeta jest
wydana w Warszawie,
jest to Wieczór Warszawski,
kosztowała 10 groszy, zaraz wam pokażę,
ukazała się
w czwartek,
31 sierpnia
1939 roku,
czyli dokładnie
ostatni dzień pokoju przed
drugą światową,
tak wygląda
czołówka tej gazety, sporo sfatygowana,
ale czytelna, oj,
tak, zobaczcie,
Wieczór Warszawski,
tutaj macie datę, jak widzicie,
tak,
i tu jest
tytuł
malarzowi pozostało
do wyboru
cofnąć się albo rozpocząć
wojnę,
widzicie, tak wyglądała
gazeta w ostatnich
godzinach pokoju
w Polsce,
tu już była mowa
o
mobilizacjach w wielu
krajach,
w Wielkiej Brytanii,
w innych krajach,
niezwykłe,
bo to jest, mówię,
dzień przed
tym, co potem
spłynęło krwią
nie tylko w Polsce,
taka pamiątka,
dobrze,
będę dzisiaj odpowiadał
na wasze pytania,
a, byłem na
tej wycieczce, żebym tutaj chciał być
sprawiedliwy, z przyjaciółmi,
z pewnym małżeństwem,
których znam,
tak to powiem,
ale wysłuchajcie mnie,
jak poznałem
tego człowieka,
grubo ponad rok temu,
mówię o człowieku, z którym byłem,
on był z małżonką swoją,
bardzo ciekawa historia,
rzadko kiedy
miewam sytuacje, w których
w takim codziennym
monotonii życia
mam poczucie lub
w swoich sprawach lub
ja nieraz mówię o takim
głosie, to nie jest głos, który się
słyszy, to tak jakby
zrozumie się słowa
i opowiem wam historię,
pewnego razu,
pewnego razu
byłem w pewnej
restauracji,
trzy kilometry od Człuchowa
i jadłem tam zupę,
nie było czasu w domu
coś ugotować,
zjeść, więc szybko pojechałem
na jakiś talerz zupy,
kiedy
byłem już w tej restauracji,
czekając na moje
danie,
zwróciłem uwagę na
mężczyznę,
głównie na mężczyznę, a tam jeszcze
przy tym stoliku siedziała kobieta i troje jej dzieci,
siedzę,
zajadam tą zupę,
nie, jeszcze nie,
czekałem na tą zupę, a oni
kończyli jedzenie, tego mężczyznę
widziałem tak z profila,
jak siedział, czy tak był profilowo
do mnie odwrócony
i
zwróciłem uwagę na jego twarz,
jego twarz była, wydała mi się
zmęczona,
może
mniej jak moja twarz,
ja mam bardzo zmęczoną
twarz, ale no niestety taką mam
urodę, a też po tej
operacji, no niestety
nie jestem pierwszego
zdrowia.
Jego twarz wydała mi się zmęczona,
tak mnie coś bardzo przyciągało
do tego człowieka
to jest bardzo ciekawa
historia, pozwólcie i potem
będę już odpowiadał na wasze pytania
i wyobraźcie sobie,
że
patrząc tak na niego, on oczywiście
nie widział, że ja na niego patrzę, bo on był profilem
bokiem do mnie odwrócony,
coś mi we wnętrze powiedziało, to jest dobry
człowiek.
Pomyślałem sobie,
zaskoczyło mnie to tak,
to jest dobry człowiek.
No oni
kończyli jedzenie,
wstali
od tego stoika
i szykowali się
do wyjścia i w tym momencie
człowiek ten spojrzał na mnie,
czyli de facto
przedtem nie było żadnej interakcji
wzrokowej z jego strony
i podszedł do mnie
i mówi, pan Jackowski, ja mówię tak,
wie pan co,
ja pana oglądam na kanale, ale
mógłbym pana odwiedzić?
Ja mówię, bardzo proszę.
A on mówi, skąd pan jest?
A z Tucholi jestem.
No dobrze.
Mówię, bardzo proszę.
Podałem mu swój adres.
Właściwie to nie było ustalone, kiedy
miałby mnie odwiedzić. To tak miało wyglądać,
że będzie w Człuchowie,
to mnie odwiedzi.
Więc
specjalnie nie czekałem
na tego pana.
Minął czas, minął może miesiąc,
od tego czasu może mniej,
ciężko mi teraz jest
ten czas dokładnie sprecyzować,
ale minął czas
od jednego ranka,
kiedy się obudziłem,
między 7 rano,
był słoneczny dzień
wyjrzałem przez okno od kuchni
mój wzrok przykułem do
dziwnej rzeczy.
Otóż pod moim garażem,
z boku tak,
stał takiej średniej wielkości karton.
Myślę sobie,
że tam położył karton.
Zdjęty ciekawością
natychmiast wyszedłem
z mieszkania i poszedłem
zobaczyć
coś w tym kartonie.
I tu ząb.
W kartonie był
w jakiejś szmatce,
na jakiejś szmatce leżący
żywy,
malusieńki
kotek,
ale to było maleństwo.
On to na oczy widział.
To wyglądało tak,
jakby to był kotek,
dopiero co urodzony.
Natychmiast
w domu mam psa Alberta.
On nie jest przywyczajony
na koty.
On wręcz szczeka na koty.
pomyślałem sobie,
nie wniosę go do domu,
ale było ciepło.
Mówię, wezmę mleka.
Pierwsze co to mleka, dam mu mleka.
No, ale niestety przyniosłem
w jakiejś miseczce
mleko i wyobraźcie sobie, że
on
nawet nie próbował pić tego mleka.
Widać, że był wygłodniały, spragniony.
Nie pił,
nie umiał.
No,
zacząłem myśleć,
no nie można tak zostawić tego kotka.
Też niespecjalnie
wiedziałem, jak się karmi takie kotki,
które są dopiero narodzone.
Poprosiłem mojego
młodszego
sąsiada, żeby,
bo on ma akurat kotki
i niedawno musiał kociły.
Mówię, weź się zaopiekuj nim,
a ja będę próbował gdzieś umieścić
tego kotka.
Już kończę tą historię, ale jest bardzo ciekawa.
Posłuchajcie, no i
no i
on się zgodził wziąć tego kota.
Mówił, że będzie karmił go pipetą jakąś
tam do buźki,
bo to było mu to meczko.
Ale mówi, masz trzy dni,
jeżeli w ciągu trzech dni nie załatwisz
czegoś, żeby ten kot będzie miał jakąś opiekę,
to ci go odstawię pod garaż,
bo ja mam za dużo swoich obowiązków.
Próbowałem w różnych miejscach.
Dzwoniłem do urzędu miasta,
specjalnej osoby,
która się ma zwierzętami opiekować.
Bez skutku dzwoniłem
do pobliskiego,
nie w Czuchowie, ale pobliskiego
takiego ośrodka
opieki nad zwierzętami
bezdomnymi.
Bez skutku.
W końcu
po trzech dniach,
na czwarty dzień rano
kartonik z kotkiem wylądował
z powrotem pod moim garażem,
czyli mój sąsiad
dotrzymał słowa.
Wdzięczny mu jestem, że te trzy dni go karmił
i jakoś opiekował się tym kotkiem.
Kotek był dalej niedołężny,
bo był za mały
na to, żeby dał sobie radę.
I co zrobiłem?
Z godziny, dwie zastanawiałem się.
W końcu mówię tak.
Tu dzwoniłem, tu dzwoniłem.
Nikogo to nie obchodzi.
Niby tak wszyscy się ujmują
za zwierzętami,
ale w schronisku mi powiedziano,
że musiałby być chory,
żeby go przyjęli.
No ale on chory nie był.
On był niedołężny
z powodu malenkości swojej.
Wziąłem ten karton
i pojechałem
na komisariat policji
w Czuchowie.
Wszedłem na komisariat z tym kartonikiem
i z tym kotkiem w tym kartoniku
i opowiedziałem całą historię
i mówię, no może wy byście
w jakiś sposób pomogli,
bo to jest żywe zwierzę.
Niestety, panowie policjanci powiedzieli,
że nie mają możliwości
że mam się starać.
I ja mówię, to trudno,
ja zostawię u was tego kotka.
Tu pan policjant mnie zaskoczył,
zresztą chyba miał rację.
A on mówi, nie, to my pana ukaramy.
Ja mówię, jak wy mnie ukracie?
Przecież ja próbuję temu kotu pomóc.
No my pana ukaramy,
bo pan go właściwie,
przez to, że ktoś panu ten karton
z tym kotkiem przyniósł,
to pan go właściwie.
Pan jest teraz opiekunem tego kotka.
Trudno było zaprzeczyć.
Pan policjant ma rację.
Jeżeli pan nam ten karton
z tym kotkiem tu zostawi,
to my ukaramy pana
za porzucenie
No tak, mówię.
No i zrozumiałem,
że i tu nic
nie wskóram.
Wziąłem ten kartonik,
wyszedłem na parking
przed komisarytem policji w Czuchowie,
włożyłem ten karton z kotkiem
na tylnie siedzenie
i stanąłem
przed samochodem i mówię tak
Panie Boże, ale dosłownie,
dosłownie te słowa.
Panie Boże,
zrobiłem co mogłem.
Nie mam warunków w domu, żeby
trzymać tego kotka.
Zresztą nie umiem się nim opiekować
takim małym.
Nigdy nie miałem takiego doświadczenia.
Boże, zrobiłem co mogłem.
Oddaję w Twoje ręce
tego kota.
Sprawdź coś, zrób coś.
Żeby ten kotek
przeżył.
No tak powiedziałem,
tak w sobie powiedziałem to.
Ale ja, jak do Boga mówię,
to nie raz głośno.
I jak już wsiadłem w ten samochód
i już jechałem do domu,
to parę razy powiedziałem
Panie Boże, zrób coś.
Zainspiruj mnie, daj mi jakiś pomysł.
Żeby przecież ten kotek
miał opiekę i żył.
Wjeżdżam na podwórze.
Staję pod garażem.
Na zewnątrz, na podwórzu.
I wsiadłem z samochodu
i jeszcze nie wyjąłem
tego kartona z kotkiem.
Hmm.
Ale patrzę, wjeżdża
jakiś biały samochód.
Wjeżdża biały samochód.
Kobieta z mężczyzną w samochodzie.
I już przez szybę
poznałem,
że to ten człowiek,
którego zamieniłem
dwa słowa.
Na CPN-ie.
Zresztą, bo to jest
restauracja przy CPN-ie.
I...
I teraz tak.
No zajechał ten człowiek
z żoną swoją.
Wysiedli z samochodu.
No i mówię, że mam kłopot
od razu na pracę.
Pamiętacie, coś mi powiedziało
Coś mi wtedy w tej restauracji
powiedziało, to jest dobry człowiek.
Hmm. I wyobraźcie sobie,
im to mówię.
Że właśnie wracam z komisariatu.
Tam też, no nie za bardzo ktoś był w stanie pomóc.
I tak mówię, mam kłopot.
Duży kłopot. Nie wiem co zrobić.
A przecież nie, nie,
nie dam mu zginąć.
One tak się na siebie patrzą.
A żona tego pana mówi,
a mogłabym zobaczyć tego kotka?
Ja mówię, proszę bardzo. Otworzyłem drzwi.
Zajrzała tam.
Mówi, ale śliczny. I mówi,
ja mam trzy pieski.
Ale...
Podejrzewam, że tak powiedziała.
Dzisiaj mój syn ma urodziny.
I to będzie świetny
dla niego prezent.
Słuchajcie. Ja mówię,
jak ja mam to rozumieć? Pani weźmie tego kotka?
Tak, my weźmiemy.
My weźmiemy, pojedziemy z nim do weterynarza.
Jakieś na pewno szczepienia,
albo coś musi mieć.
I my go weźmiemy.
Słuchajcie. Wzięli tego kotka,
wypili u mnie herbatę, czy tam kawę.
I porozmawialiśmy
na temat tego, co robię.
Opowiedziałem im jakieś historie.
I wzięli